Logowanie

Bądź bieżąco informowany o najnowszych wydarzeniach, za pomocą tego newsletters!










mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj10
mod_vvisit_counterWczoraj82
mod_vvisit_counterTen tydzień299
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień566
mod_vvisit_counterw miesiącu1832
mod_vvisit_counterpoprzedni miesiąc3936
mod_vvisit_counterwszystkich71429
Aktualnie: gości 1 połączonych
Twój IP: 38.107.179.239
stat4u
23
Sie
2010

Wspomnienia

 

Kiedy zaczynają się wakacje każdy, kto choć raz był na pielgrzymce i coś z
 niej "wyniósł" nie może się doczekać daty 28 lipca. Dlaczego ? .......
 W tym dniu wyrusza bartoszycka grupa "NATANGIA".
 
 Czym jest pielgrzymka dla mnie? Jest przede wszystkim przybliżeniem się do
 Boga (to czuję najbardziej), poznaniem nowych ludzi, poznaniem siebie w
 trudnych sytuacjach (zmęczenie). Kto był na pielgrzymce, tego życie się zmieni.
 Pamiętam moją pierwszą pielgrzymkę. Rok 1990 miałem 17 lat. Ciężko było, ale
 jak doszliśmy na Jasną Górę i wróciliśmy do Bartoszyc, nie mogłem się
 doczekać następnej. Tak wędrowałem przez 11 lat. Potem pojawiła się
 rodzina, żona, dziecko. Z obecną żoną, wtedy narzeczoną byłem 2 razy. Aga teraz
 mówi, że wszystko jej się "przekręciło" przez pielgrzymkę.
 Jak kroczysz, wszystko jest inne. Inaczej patrzysz na ludzi którzy nas
 witają, dają posiłek, kładą spać. Często oni sami mają niewiele, ledwo wiążą
 koniec z końcem. Jednak dają co mają i to jest piękne.
 W niektórych wioskach nasze przyjście jest jak święto. Wita nas orkiestra,
 ludzie są odświętnie ubrani.
 Pielgrzymka - jest to piękna przygoda z Bogiem i ludźmi. Jeśli pójdziesz i
 będziesz chciał coś zmienić w sobie ..... zmienisz.
 Potem nie będziesz mógł się doczekać następnej pielgrzymki. Naprawdę ...
 Ja za rok idę, jak Bozia da to idę. Idź i Ty - nie pożałujesz Mruga
 
 Johny Hooooooooooop!!!!!!!!!!!!!!
 
 Robert Grochowicz lat 31

 

*****

 

Dla mnie pielgrzymka była zupełnie nowym doświadczeniem, ukoronowaniem całego roku pracy nad sobą, kiedy to po raz kolejny podjąłem trud szukania drogi do Boga, tym razem trud dużo dłuższy i…miejmy nadzieję uwieńczony sukcesem. Ale znalezienie drogi do Boga to jedno, podążanie nią to zupełnie co innego, ale przez te osiem dni (tak, tylko osiem) czułem, że znajduję się na „właściwej drodze”. Z pozoru nie było w tej pielgrzymce nic doniosłego, nie było intencji, to miała być przygoda…sam wybór grupy i spotkanie z nią w połowie trasy miały potwierdzać tą tezę. O trudzie miało nie być mowy, bo jestem silny, zahartowany pracą w ciężkich warunkach, więc to miał być przyjemny spacerek. Zresztą pielgrzymka, to taka impreza do zaliczenia.

Tak sobie mówiłem…

Wszystko runęło już pierwszego dnia. Spotkałem się z cudownym przyjęciem ludzi, którzy w ogóle mnie nie znali, a jednak zaakceptowali mnie i traktowali jak swojego dobrego kolegę (a nawet lepiej – jak rodzinę Mruga ). Pierwszy dzień na trasie miał mi przynieść odpowiedzi na wiele pytań: Jak to jest? Czy pojawi się zmęczenie? Jak zostanę przyjęty? Zaskoczyła mnie atmosfera…ludzie wprost emanujący pozytywną energią i nieskrępowaną radością. Poczułem się naprawdę ważny, należąc do grupy, która potrafiła docenić wszystko wokół siebie. Z każdym dniem czułem się coraz lepiej i coraz głębiej zacząłem przeżywać to, co dzieje się wokół mnie. Teraz już wiedziałem po co tu jestem, wiedziałem, że ta wędrówka ma sens nie tylko dla nas, ale też dla wszystkich, których spotykaliśmy na swojej drodze. Bo ta droga…uświęca

 

Robert (archeolog)

 

*****

 

Wariaci Boga

            Obudziłam się wczesnym rankiem 27 lipca i z uśmiechem, który pojawił się na mojej zaspanej twarzy, pomyślałam, że oto kolejny raz przyszło mi pielgrzymować do tronu Pani Jasnogórskiej. Zabrałam wszystkie bagaże i udałam się w stronę kościoła Farnego, gdzie już zgromadzili się rozentuzjazmowani pątnicy, ich rodziny, kwatermistrzowie i ksiądz Jarosław Kruszewski, nowy przewodnik grupy Natangia.

             Jak zawsze dało się odczuć olbrzymią radość i podniecenie, wynikające z faktu, że możemy wyruszyć na szlak. Każdy zastanawiał się, jak tym razem zniesie trasę, ile będzie miał bąbli i odcisków, jakie czekają go przygody, na ile wykorzysta ten czas, by pogłębić swoją więź z Bogiem i jaki ostatecznie okaże się ten nowy przewodnik grupy.

            Wszyscy dobrze pamiętali i cenili księdza Krzysztofa Kuleszo, który przez ostatnie 4 lata pielgrzymował razem z Natangią. Nie ma się więc co dziwić, że ks. Jarosław niemal natychmiast wzbudził powszechne zainteresowanie. Dzięki dużemu poczuciu humoru szybko zjednał sobie sympatię ludzi. Często nazywał nas swoją patologią (w słowniku ks. Jarosława patologia to słowo jak najbardziej pozytywne) lub wariatami Bożymi. Czy miał rację? Z pewnością. Trudno bowiem nie nazwać wariatem tego, kto nie zważając na pogodę, ból fizyczny i psychiczny, niewyspanie oraz niedogodności sanitarne codziennie wstaje i idzie średnio 35 km. Trudno nie nazwać wariatem tego, kto każdy dzień ofiarowuje Jezusowi i Jego Matce, kto niemal bez przerwy się modli i śpiewa pieśni ku ich chwale. Pielgrzymi to wariaci, którzy z miłości potrafią przenosić góry. Pielgrzymi to także zwykli ludzie, którym po drodze zdarzają się upadki. Dobrze wiedział o tym nasz nowy przewodnik, który nie wahał się nas upomnieć, kiedy zapominaliśmy, po co idziemy. Za każdym razem powtarzał, że pielgrzymka to nie obóz turystyczny, że tutaj najważniejsza jest modlitwa, skupienie, że powinniśmy być jednością, prawdziwą wspólnotą, w której każdy dba o swojego brata i siostrę.

          Do historii grupy przejdzie kazanie ks. Jarosława wygłoszone na porannej Mszy św. w Stupsku. Wówczas to ksiądz przewodnik zdecydował, że po każdych modlitwach będzie nas obowiązywała piętnastominutowa cisza. Początkowo dla wielu był to bardzo trudny czas. Przyzwyczajeni do ustawicznego śpiewu i rozmów, nie mogliśmy się skupić, a tym samym usłyszeć Boga, który przecież najgłośniej przemawia wtedy, gdy my milczymy.

          Z upływem kolejnych dni okazało się jednak, że decyzja księdza miała głęboki sens i zarządzone minuty ciszy okazały się błogosławieństwem. Błogosławieństwem tak wielkim, że jako ulubioną modlitwę grupa Natangia wybrała modlitwę własną w ciszy. Również w tejże ciszy, z pokorą na twarzy i w sercu, 12 sierpnia szliśmy po Alei Najświętszej Marii Panny, wpatrując się w szczyt jasnogórskiej wieży. Niewiele osób nas rozumiało, nierzadko słyszeliśmy złośliwe uwagi i śpiewy skierowane w naszą stronę. My jednak wiedzieliśmy, co oznacza cisza, która innym tak bardzo przeszkadzała.

Właśnie tej ciszy nie zapomnę do końca życia

                                                                                                                                                 Pątniczka

 (materiał został zaczerpnięty z „Tygodnika Extra Bartoszyckiego”, nr 12/2010)

 

*****

 



Poprawiony (wtorek, 24 sierpnia 2010 11:00)

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

natangia_tv
ostatnio widziani
User Stats Mamy  gość online
Aktywni : Brak
6 ostatnich...
Member Monika  
2012-02-22 22:57:29
Member Kasia  
2012-02-22 19:57:08
Member Łukasz  
2012-02-21 24:33:25
Member kamillo  
2012-02-21 16:40:39
Member masio16  
2012-02-20 21:06:18
administrator Kwatermistrz  
2012-02-20 13:42:09
Nowi użytkownicy:
  • Sulkowski
  • bineulgensula
  • policja
  • Paweł
  • gorska332
  • MARIUSZADAM
Aktywne konta: 177
POGODA
An error occured during parsing XML data. Please try again.